Aptekarz na końcu świata
Czasem myślimy, że na urlopie zostawiamy swoją pracę daleko za sobą. Ale są zawody, których nie odkłada się na półkę - bo wiedza i serce do pomagania podróżują z nami, nawet na drugi koniec świata.
Tak było w przypadku jednej z techniczek farmaceutycznych, pracującej w aptece uczestniczącej w sieci franczyzowej Dr. Max. Podczas wakacji na Filipinach natknęła się na sytuację, która pokazała, że farmacja to nie tylko zawód - to misja.
Nietypowa apteka
Na mapie była to tylko kolejna mała miejscowość na rajskiej wyspie. Upalne powietrze, gwar ulicy, zapach ulicznego jedzenia… i mały szyld „Pharmacy”. Z ciekawości weszła do środka.
To miejsce różniło się od tych, które znała z Polski. Zamiast klimatyzowanej przestrzeni i uporządkowanych półek - proste wnętrze, brak klimatyzacji, a między lekami worki ryżu i kolorowe cukierki. Farmacja w swojej najbardziej podstawowej, surowej formie.
Wiedza, która przekracza granice
W tej aptece spotkała młodą Polkę z ranami po upadku, które nie chciały się goić mimo upływu dni. Miała receptę z Polski, ale lek, który znała, był niedostępny pod tą nazwą. Zdezorientowana, zmartwiona, zagubiona daleko od domu.
Techniczka nie pozostała obojętna. Podeszła, zapytała, pomogła. Wyjaśniła miejscowej farmaceutce, jaki zamiennik zastosować. Podpowiedziała pacjentce, jak w tropikalnym klimacie dbać o rany, aby uniknąć zakażenia. Wszystko spokojnie, życzliwie, z pełnym zrozumieniem dla emocji tej młodej kobiety.
Nie trwało to długo. Ale dla kogoś, kto czuje się bezradny - taka pomoc może znaczyć wszystko.
W Dr. Max wierzymy, że pomaganie nie zna granic.
Nie zależy od miejsca, języka ani pory dnia.
To postawa, którą nosisz w sobie.