Trochę Pana Kleksa, trochę Harry’ego Pottera… i bardzo dużo prawdziwej farmacji
Kolorowe płyny w szklanych naczyniach, moździerze, składniki do ucierania i dużo pytań. Na pierwszy rzut oka mogłaby to być lekcja w Akademii Pana Kleksa albo zajęcia z eliksirów w Hogwarcie. Tym razem jednak magia miała całkiem naukowe podstawy.
Ewa z Apteki Dr. Max przy ul. Ku Słońcu w Szczecinie odwiedziła uczniów klasy 1F Szkoły Podstawowej nr 51 i pokazała im świat receptury od strony, której na co dzień nie widać zza pierwszego stołu.
Zamiast opowiadać – pozwolić spróbować
Dzieci nie przyszły tylko posłuchać o pracy w aptece. Mogły dotknąć, wymieszać, utrzeć i sprawdzić, jak wygląda przygotowywanie receptury w praktyce. Były moździerze, kolorowe doświadczenia, przygotowywanie prostych mieszanin i mnóstwo pytań. To, co dla farmaceuty jest częścią zawodowej wiedzy, dla pierwszoklasistów stało się małym laboratorium pełnym odkryć. Przy okazji okazało się, że za „magiczną miksturą” nie stoi różdżka. Potrzebne są dokładność, wiedza, cierpliwość i odpowiedzialność. I właśnie to dzieci mogły zobaczyć z bliska.
Apteka od strony, której dzieci zwykle nie znają
Dla wielu najmłodszych apteka to przede wszystkim miejsce, do którego przychodzi się z rodzicem. Takie spotkanie pozwala spojrzeć na nią inaczej – przez pryzmat nauki, doświadczeń i ludzi, którzy na co dzień wykorzystują swoją wiedzę, żeby pomagać innym.
Ewa na chwilę przeniosła fragment swojej zawodowej codzienności do szkolnej sali. Zamiast opowiadać dzieciom, czym zajmuje się farmaceuta, po prostu im to pokazała. A dzieci zrobiły resztę: pytały, eksperymentowały i z dużą ciekawością sprawdzały, co wydarzy się po połączeniu kolejnych składników.
Wiedzą też można się dzielić
Bycie blisko ludzi nie zawsze oznacza wielką akcję. Czasem wystarczy kilka moździerzy, trochę czasu i ktoś, kto chce podzielić się tym, co potrafi. Takie spotkania przybliżają dzieciom temat zdrowia, oswajają świat farmacji i pokazują zawód farmaceuty w praktyce. A być może u któregoś z małych uczestników zostawiają jeszcze coś: ciekawość, która kiedyś zamieni się w pomysł na własną przyszłość.
Nie wiemy, czy w klasie 1F rośnie przyszły farmaceuta albo farmaceutka. Wiemy za to, że tego dnia nauka zdecydowanie nie skończyła się na szkolnej ławce.
I co zostało po tej lekcji?
Trochę wiedzy o recepturze. Sporo nowych doświadczeń. Dużo dziecięcej ciekawości. I zapewne przekonanie, że w aptece dzieje się znacznie więcej, niż można zobaczyć po drugiej stronie pierwszego stołu. A jeśli po tych zajęciach ktoś nadal marzy o własnym eliksirze? Obstawiamy eliksir ciekawości. Bo ta przydaje się niezależnie od wieku.
Chcesz poznać nas bliżej?
Zobacz, jak wygląda praca w Dr. Max i sprawdź aktualne możliwości dołączenia do naszych zespołów.



